Dodał/a: Jamal
A teraz bardziej poważnie (choć jeszcze nie tego szukacie)…
Jest rok 2007 i zdałem maturę, szukam pracy na wakacje.
Schodząc z nocki, nie zawsze był czas by umyć maszyny, czy zeskrobać zaschnięty twaróg. Zostawialiśmy więc takie maszyny dla porannej zmiany. Często się jednak okazywało, że na tej zmianie znowu byliśmy my….o losie i weź to teraz domyj. Bach i maszyna chodzi, po co się szarpać, skoro i tak praca dawała nam ostro popalić.
Wanny na twaróg, z naciekowymi koszami, czyszczone najczęściej były w roztworze kwasu solnego. Gwarancji nikt dać nie może, że zawsze wszystko zostało wypłukane, pieniło się aż miło, a jak prysło na ręce to ubaw po pachy (kto ostatni w wc … to ma wesoło).
Przyszedł więc pewien etap w moim życiu, że filary otaczającej mnie rzeczywistości rozsypały się jak domek z kart, zaczęło się od mleka!
<<<Teraz wskoczymy na chwilę w zagadnienia bardziej naukowe<<<
Mleczarnia, jako zakład produkcyjny ma na celu wytwarzanie wszelakich produktów, w których skład wchodzi ukochane przez wielu Mlesio.
W a p n i a ( wiedziałem, że wiesz)
Zatem wniosek jest taki:
Mleko NIE.
A Kefir, jogurt, żółty ser, czy twaróg jak najbardziej TAK - pod warunkiem, że pochodzi z dobrego źródła!
Co do źródła, oto film:
Mleko nasz „wybawca” i inne ciekawostki
Moja historia z mlekiem zaczęła się dosyć dziwnie. Otóż jako niemowlę stale bywałem głodny. Ssałem zatem pierś w celu zaspokojenia pierwotnej potrzeby potocznie określanej głodem. Nieprawdaż, dosyć niespotykana historia?!
A teraz bardziej poważnie (choć jeszcze nie tego szukacie)…
Jest rok 2007 i zdałem maturę, szukam pracy na wakacje.
No i jest, trafiłem do OSM (Okręgowej spółdzielni Mleczarskiej – gdyby ktoś nie znał rozwinięcia, w co szczerze wątpię). Stanowisko serowara przybliżyło mi „troszkę” proces powstawania i obróbki produktów z tzw. kategorii Nabiałów. Zdarzało się zastępować innych pracowników na ich liniach produkcyjnych. Nic specjalnie ciekawego, by z tego nie wynikało, gdyby nie fakt, że właśnie to konkretne wydarzenie zmieniło diametralnie moje poglądy dotyczące pochłanianego przeze mnie jedzenia (w tym przypadku mlesia).
Kierownicy zmiany i kontrolerzy jakości często spacerowali po halach, nadzorując przebieg naszej pracy. Praca na linii produkcyjnej wyglądała dosyć zabawnie z perspektywy pracownika. Ledwo zostawaliśmy sami, zrzucano wszelkie maseczki, czy czepki do trzymania włosów. Gdy kogoś z nas dopadała choroba - nieziemskie zimno panujące na każdej hali, czy wielogodzinne trzymanie rąk w lodowatej wodzie (temp. Od 6o do 10o stopni) bezkarnie kasłał sobie na lewo i prawo, nie bacząc na higienę miejsca pracy, że o kapiącym nosie nie wspomnę – rękaw sztywniał po paru godzinach wycierania weń smarków. Dorzucę do tego liczne skaleczenia. Praca polegała m.in. na krojeniu twardego twarogu na mniejsze porcje, co by łatwiej i lżej było go przenosić do mielącego kombajnu. Jak to bywa na linii produkcyjnej, nie ma czasu nawet na skoczenie do toalety, więc ociekający palec po prostu raz na jakiś czas wkładało się do ust, by bodajże na chwile zatamować kapiącą krew. Wracając do twarogu, a ten był dosyć śliski i mokry, często wysuwał się z rąk (fakt, gdyby dawali rękawiczki, to może…) i lądował na podłodze. Jak wiadomo po podłodze się zazwyczaj chodzi, no chyba że ktoś umie latać, w co szczerze wątpię. Nie stało jednak nic na przeszkodzie by taki twaróg wylądował w kombajnie, a po dalszej obróbce wylądował na waszym, czy moim talerzu w postaci sera.
Schodząc z nocki, nie zawsze był czas by umyć maszyny, czy zeskrobać zaschnięty twaróg. Zostawialiśmy więc takie maszyny dla porannej zmiany. Często się jednak okazywało, że na tej zmianie znowu byliśmy my….o losie i weź to teraz domyj. Bach i maszyna chodzi, po co się szarpać, skoro i tak praca dawała nam ostro popalić.
Wanny na twaróg, z naciekowymi koszami, czyszczone najczęściej były w roztworze kwasu solnego. Gwarancji nikt dać nie może, że zawsze wszystko zostało wypłukane, pieniło się aż miło, a jak prysło na ręce to ubaw po pachy (kto ostatni w wc … to ma wesoło).
Przyszedł więc pewien etap w moim życiu, że filary otaczającej mnie rzeczywistości rozsypały się jak domek z kart, zaczęło się od mleka!
<<<Teraz wskoczymy na chwilę w zagadnienia bardziej naukowe<<<
Mleczarnia, jako zakład produkcyjny ma na celu wytwarzanie wszelakich produktów, w których skład wchodzi ukochane przez wielu Mlesio.
Co zatem zawiera mleko?!
Hmm…
W zasadzie to nikt nie zadaje sobie tego pytania, wsypując swoje ukochane Corn Flakes do talerza i zalewając je tą cieczą (ten etap mam już na szczęście za sobą).
Otóż mleko zawiera dużo białka, a konkretnie Kazeiny. W mleku kobiecym białka - kazeiny jest mało, zaledwie 0,2%. Kazeina to substancja niezbędna cielakowi, odpowiada za wzrost kopyt i rogów, jednak spożywana jest tylko przez 6 pierwszych miesięcy życia cielaczka. Człowiek potrzebuje znacznie mniej białka, dlatego że znajdujące się w naszym jelicie grubym bakterie świetnie sobie radzą z rozkładaniem białek z węglowodanów, których dostarczyć możemy spożywając produkty roślinne.
Za proces rozkładu Kazeiny w organizmie odpowiada podpuszczka. Paznokcie i włosy wykształcają się kompletnie w wieku 2 lat, więc dziecko nie potrzebuje już więcej Kazeiny. W tym czasie układ trawienny dziecka zaprzestaje wydzielania podpuszczki. Od tego momentu krowie mleko staje się dla organizmu produktem ciężkostrawnym.
Kolej na Żelazo (Fe), które rzekomo tak obficie występuje w mleku. Jakoś nie dostarcza cielakom niezbędnego minimum, przez co muszą je uzupełniać spożywając trawę. Organy trawienne cielaka pozwalają mu strawić mleko i trawę oddzielnie (dobrze pomyślała matka natura). Całkiem inaczej jest zbudowany układ pokarmowy człowieka. Krowie mleko w momencie dostania się do żołądka człowieka, ścina się pod wpływem kwaśnych soków żołądkowych, a jego zawartość konsystencją zaczyna przypominać twaróg. Ów "twaróg" oblepia cząstki innego pokarmu znajdujące się w żołądku. Dopóki ścięte mleko nie ulegnie strawieniu, cały pozostały pokarm zapycha nas na tyle, że nie pozostaje nic innego jak czekać, aż wpierw zostanie strawione mleko. Częste powtarzanie tego procesu prowadzi do zaburzeń w twoim układzie trawiennym. Zatem po co tracić wiele cennej energii na zbędne procesy i szkodzenie samemu sobie?
Czego nam potrzeba do rozwoju kości?!
W a p n i a ( wiedziałem, że wiesz)
Fakt! Wapń jest w mleku, jednak dużo więcej wapnia znaleźć możemy w orzechach, kapuście, marchwi, czy burakach. Nie dość, że zawierają go więcej, to jeszcze znajdują się tam w idealnej proporcji z innymi minerałami. Kolejną ich zaletą jest to, że forma w jakiej tam są, jest dużo łatwiej przyswajalna przez organizm.
Tłuszcz zwierzęcy pochodzący np. z mleka, powoduje zwiększenie ilości złego cholesterolu i wypłukuje wapń z organizmu, dlatego też mleko się odtłuszcza. Tłuszcze znajdujące się w orzechach i ziarnach słonecznika (najwartościowsze) są zdecydowanie łatwiejsze w przyswajaniu przez nasz organizm (80% wchłania się niemal natychmiast). W regionach gdzie coraz częściej spożywa się mleko niskotłuszczowe znacznie zmniejszyła się ilość zachorowań związanych z układem krwionośnym i pokarmowym.
W kwaśnych produktach mlecznych, bakterie już zrobiły to, co organizm człowieka czyni z wielkim trudem!
Zatem wniosek jest taki:
Mleko NIE.
A Kefir, jogurt, żółty ser, czy twaróg jak najbardziej TAK - pod warunkiem, że pochodzi z dobrego źródła!
Co do źródła, oto film:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz